Gorąco, na początku było mi strasznie gorąco.
Nie widziałem jeszcze na oczy, czułem tylko wszechogarniające ciepło na mym Ciele.
Płomienie oplatały mnie jak chustka oplatuje stare babcie.
Czy to możliwe, że trafiłem do piekła tuż po narodzinach?
Nie, to nie możliwe, nie czuje w sobie duszy, jestem pozbawionym duszy kawałkiem plastiku.
Otworzyłem oczy, zimny wiatr spowił moje ciało.
Ciepło odchodziło ode mnie, parowało, umierało bo jego źródło zostało wyłączone.
Stygłem.
Wielkie metalowe łapy złapały mnie i rozciągały jak lalkę.
Formowały moje Ciało, tak bezdusznie, tak boleśnie.
Z kawałka plastiku przybrałem kształt małej beczki, malutkiej wręcz buteleczki.
Odstawiony na półkę, stałem przez chwile wciąż pozbawiony duszy i chęci życia.
Bo jakie plastikowe życie butelka prowadzić może.
Przemyślenia zawsze są przerywane, nigdy się same z siebie nie kończą.
Moje egzystencjalne przemyślenia przerwała kolejna metalowa dłoń łapiąca mnie za gardło.
Postawiony na ruchomej ziemi przesuwałem się do przodu nie wiedząc co się dzieje.
Zatrzymałem się. Z wielkiego lejka wpłynął we mnie biały płyn.
Taki zimny a taki ciepły, płyn zapełnił mnie całego aż po brzegi.
Poczułem się cięższy i bardziej wartościowy.
Płyn ten to moja dusza, moje wnętrze, białe i nieskazitelne.
Uśmiech pojawił się na mojej nie twarzowej twarzy.
Już znam cel istnienia, już nie jestem taki niepotrzebny, już mam zawartość.
Ponury srebrny kapsel zapieczętował zawartość we mnie, by się nie ulała choćby z niego kszta, bo gdy stworzenie traci odrobinę duszy staję się pozbawione uczuć.
Jeszcze przylepiono na mnie ten napis, to chyba moje imię "Actimel" i nazwisko "Danone".
Wrzucony do wielkiego pudła oczekiwałem aż spełni się moje przeznaczenie.
Miesiącami czekałem w tej obskurnej sklepowej lodówce...
Czekałem na to, żeby ktoś mnie wypił, ktoś ktokolwiek, bym mógł okazać swoją wdzięczność pobudzając jego system odpornościowy do pracy.
Czekałem z niecierpliwieniem ale równie mocno się bałem, bo przecież to będzie mój koniec, umrę by ktoś był zdrowszy.
Czy to właściwe wyjście odbierać komuś całe życie dla zdrowia?
Ale zawsze potem przypominałem sobie, że taki już mój cel, takie moje zadanie pszczoła ma ożywiać kwiaty, drzewa mają pozwalać żyć stworzeniom.
Moje życie jak również życie pszczół i drzew stworzone jest dla wyższego celu, tego dla mnie mogącego wydawać się mało wartościowym ale w rzeczywistości jest szczytny i napawający dumą.
Ja Actimel Danone mam jeden cel dla którego tu przyszedłem i ten cel muszę spełnić, choćby nie wiem co.
To nie ważne, że interesuję się poezją.
To nie ważne, że chciałbym zwiedzić Chiny.
To nie ważne, to wszystko wydaje się całkowicie nie ważne, wszystkie dobra, cała kultura, stworzenia, świat jest nieważny gdy ma się cel w życiu.
Człowiek chwycił mnie za szyjkę.
Oderwał niechlujnie srebrny kapsel i wypił mnie jednym łykiem.
Złoto, srebro, brąz, kolory tęczy to wszystko miałem przed oczyma, wszystko a zarazem nic.
Spełniony i wypróżniony do ostatniej kropli wylądowałem w śmietniku.
To nic, to naprawdę nic, że tu jeszcze przez chwilę poleżę nim odejdę na dobre.
Byłem tylko gąsienicą, małą brzydką gąsienicą, gdy człowiek mnie pił uwolniłem się i stałem się pomarańczowym motylem, na chwilę... na moment
Tak to jest w naturze, został ze mnie kokon gąsienicy bez motyla.
Ale to przecież nic złego.