Mendoxes
Blog > Komentarze do wpisu
« 3 momenty
Nie smuć się Cz 1. »

Dwa dni.

27 maja 2002

Mam mętlik w głowie, jest mi zimno, ten pokój nie przypomina mojego pokoju, choć nim jest; jest mglisty, wręcz mleczny.
Leżę na łóżku a obok mnie nie ma jej, wstałem i poszedłem do kuchni.
- Hej - powiedziałem nieśmiało do Ani.
Ona milczała.
- Nadal się gniewasz za wczoraj? Ja naprawdę nie chciałem, przepraszam Cię.
Ona wciąż milczała.
- Kochanie, nie byłem wczoraj sobą...
Odebrała telefon komórkowy.
- No, hej - szepnęła do słuchawki. - Tak, trzymam się jakoś... nie, nie musisz przyjeżdżać mamo... naprawdę wszystko w porządku... pa, mamo...
- Aniu - podszedłem do niej bliżej. - Ile razy mam jeszcze powiedzieć przepraszam, zanim się do mnie odezwiesz...
- Lary... - łza pociekła jej policzkiem. - Dlaczego teraz...
- Jak, dlaczego teraz? - odparłem zbity z tropu...
- Dlaczego mi to zrobiłeś, teraz... Kiedy indziej ale nie teraz!
- Dobrze rozumiem, chcesz zostać sama...
Wyszedłem z kuchni z powrotem do sypialni, gdzie znów położyłem się sam na łóżku.
Przez cały tydzień była piękna pogoda, słońce rozświetlało miasto, a dziś ta dziwna mgła nie panuje tylko w domu, ale i na zewnątrz.
Spojrzałem na zegar i ruszyłem do pracy.
Samochód w naprawie, więc uciąłem sobie krótki spacer przez to okropne dzisiaj miasto.
Ludzie potrącali mnie po drodze nawet nie odchylając ciał, jakbym nie istniał, może to mgła na nich tak wpływa a może nie tylko, ja dziś patrzę się w chodnik.
Zaszedłem do pracy.


26 maj 2002

Niedziela.
Rano obudziło mnie słońce, przecudownie owijając moją twarz w swe ciepłe promienie. Odwróciłem głowę, Ania już nie spała, patrzyła się wprost na słońce swoimi jasnymi oczyma.
- Nie patrz w słońce bo popsujesz sobie wzrok - powiedziałem.
- Co ja poradzę, jak to takie piękne.
Uśmiechnąłem się tylko i poszedłem do kuchni.
Zrobiłem nam śniadanie i czekałem aż przyjdzie zjeść je ze mną.
Nie przyszła, więc poszedłem ze śniadaniem do niej.
- Osz ty leniuszku, z łóżka nie chce się wstać? - zaśmiałem się.
- Oj, no wiesz, od razu od leni mnie wyzywać, po prostu nie mogę oderwać wzroku od tej jasnej gwiazdy.
Zjedliśmy śniadanie i zajęliśmy się swoimi normalnymi niedzielnymi zajęciami: leżeniem, oglądaniem telewizji, czytaniem gazet.
Do południa dzień był udany, do południa... wtedy Ania przypomniała mi, że dziś jesteśmy umówieni na obiad z jej rodzicami...
Od początku naszego związku patrzyli na mnie z niechęcią, po ślubie nic się nie zmieniło, ale jak to mówi Ania: "przeżyjesz te parę godzin, w końcu tam będę".
Wyruszyliśmy po drugiej.
Udawane ciepłe powitanie było mroźniejsze od najgorszej obelgi, ale przełknąłem to i spokojnie usiadłem do obiadu.
- Może jeszcze troszkę ziemniaczków, Larry? - zapytała Matka Ani z teatralnym wręcz uśmiechem.
- Nie, dziękuje.
-Nie smakują Ci?
- Ależ są pyszne! - Nie były, ale jak wszyscy wokół udają, to ja też mogę udawać zachwyt czymś tak niedobrym.
- Kłamiesz! - wykrzyczała z wyrzutem. - Dlaczego nie możesz powiedzieć mi prawdy?
- Mówię prawdę - starałem się zachować spokój.
- Nigdy nie mówisz prawdy - powiedziała z wyższością. - Zawsze kłamiesz, nawet w kościele mówiąc Ani 'tak' - kłamałeś...
Jakim prawem ta kobieta mnie ocenia? Co ona o mnie wie?
Ale nadal próbowałem zachować spokój.
- Zapewniam panią, że w kościele mówiłem prawdę, tu fakt - skłamałem - bo pani ziemniaki smakują jak błoto.
- Jak możesz...
- Przecież chciała pani Prawdy, to ją pani dostała.
I wtedy stało się coś całkowicie nieprzewidzianego, jej matka rozpłakała się chowając przy tym twarz w dłonie.
- Ja przepraszam - odparłem łagodnym głosem.
- Nie przepraszaj, nie przeprasza się za to, jakim się jest wrednym człowiekiem - odparł Ojciec Ani tuląc swoją żonę.
- Ja jestem wredny? - nie wytrzymałem. - Wiem dobrze, że mnie nie lubicie, nie trawicie, że nie jestem tu akceptowany, powiem wam szczerze... mam to gdzieś! Tak, mam to głęboko gdzieś, całkowicie mnie nie obchodzicie - wy i wasze kartofle.

Wyszedłem ostentacyjnie rzucając sztuce na talerz... wyszedłem sam.
Długo błąkałem się po ulicy, aż nastał wieczór, poczułem chłód na całym ciele i postanowiłem wrócić do domu.

27 Maja 2002

Poszedłem do pracy, ręka zawiesiła mi się przed drzwiami (a gdyby tak zrobić sobie wolne?). Właściwie, czemu nie, w końcu nigdy nie używałem chorobowego.
Zadzwoniłem do szefa.
- Halo - odezwał się majestatyczny głos szefa.
- Dzień dobry, Larry z tej strony, chciałbym pana poinformować, że...
- Halo?
- ...nie będzie mnie dziś w pracy...
- Halo? Jest tam kto?
- Chyba jakieś problemy na łączach...
- No, halo!?
Rozłączył się.
Przeszedłem się tą mglistą ulicą do kawiarni.
Zamówiłem kawę i czekałem...
W końcu kelnerka przyniosła napój, wprawdzie nie ten, co zamawiałem ale nie miałem dzisiaj ochoty się kłócić.
Piłem, ale smaku jakimś sposobem nie czułem, filiżanka stała się pusta a ja nawet nie wiem co piłem.
Postanowiłem wrócić do domu.
Położyłem się do łóżka dość wcześnie.
Obudziłem się koło 22:00 gdy Ania kładła się przy mnie.
Powiedziałem dość głośno.
- Dobranoc.
Milczała, dopiero po chwili, odparła cicho jakby do siebie.
- Dobranoc... - i jeszcze ciszej - Kocham Cie...
Zasnąłem.

28 maj 2002

Obudziłem się a w domu wciąż panowała ta dziwna mgła. Nie było przy mnie Ani, natomiast na przeciw mojego łóżka stał mężczyzna bez rąk; z przerażeniem wypaliłem.
- Kim pan jest? I co pan tu robi?!
- Nie denerwuj się, Larry - odparł z uśmiechem.
- Skąd pan zna moje imię?
- My się wszyscy tutaj znamy, znaczy ty jeszcze nas nie, ale końcu poznasz, to nieuniknione.


26 maj 2002

Wracałem do domu przez ciemną ulicę, nie byłem strachliwy ale dziś miałem jakieś dziwne przeczucia.
Wydawało mi się, że ktoś za mną podąża ale gdy się odwracałem, nikogo tam nie było.
Zresztą miałem myśli zajęte myśleniem: "jak przeprosić Anię". W końcu lekko mnie poniosło.
Dostałem czymś w tył głowy. Bezwładnie Zsunąłem się na mur, potem z muru na ziemię.
Nie widziałem nic, czułem jedynie jakieś ręce obszukujące mi kieszenie.
Nienawidzę złodziei.
Dlatego choć nie widziałem na oczy, rzuciłem się na niego z furią.
Usłyszałem jakiś mocny dźwięk...


28 maj 2002

- Czego odemnie chcesz? - wypaliłem wstając z łóżka.
- Chcę Ci uświadomić, kim jesteś, bo chyba nie wiesz.
- Wiem kim jestem...
- Wiesz kim byłeś, teraz jesteś kimś innym.
- Tak? tak? - drącząco odparłem. - To kim jestem według pana?
- Po pierwsze jesteś trupem, po drugie nie możesz iść do tego innego świata, przynajmniej nie teraz.
Roześmiałem się jak najgłośniej umiałem.
- Tak? Proszę wyjść z mojego mieszkania nim wezwę policję.
- Spróbuj.
Złapałem za telefon, kątem oka obserwując mężczyznę.
- Dzień dobry, chciałbym zgłosić włamanie.
- Tak słucham.
- Chciałbym zgłosić włamanie! Sprawca nadal przebywa w mieszkaniu!
- Halo?
- No... mówię przecież..
- Głupie żarty...
Policjant rozłączył się, a mi przyszło na myśl, że z szefem było tak samo.
Popędziłem do kuchni, gdzie była Ania.
- Kochanie, powiedz, że mnie słyszysz! - wykrzyczałem stojąc w progu.
Milczała.
- Proszę Cie, przerwij na chwilę swój bunt i powiedź do mnie słowo, błagam Cię...
Milczała.
- Ty nie żyjesz, Larry - odparł mężczyzna bez rąk.
- Jak...
- Pamiętasz ten dźwięk nocą 26-go maja? To był wystrzał... złodziej Cię zabił.
- Ale...
- Nie ma tu żadnego Ale, jesteś martwy...
Rozpłakałem się... nie wiadomo dlaczego rozpłakałem się... usiadłem na taborecie i zadałem Mu pytanie.
- A czemu... jestem tu a nie "tam"?
- Nikt nie może być tam, jeśli pełnię szczęścia zaznał tu, co więcej po dwóch dniach odbiera się nam to szczęście.
- Nie rozumiem...
- Byłem kiedyś muzykiem - zaśmiał się bezręki. - Całkiem dobrze grałem na gitarze, to byłą moja pasja, moje życie, po dwóch dniach życia po śmierci zniknęły mi ręce, już nie mogę grać, nawet jakbym chciał...
- A co mi odbiorą?
- Tego nie wiem, ale stanie się to za chwilę więc ciesz się tym póki możesz... czymkolwiek to jest...

Patrzyłem się na Anie, patrzyłem się na nią z bliska, z daleka, z góry i z dołu, patrzyłem się i patrzyłem, do momentu w którym zniknęła a ja zostałem w tym domu na wieki.

niedziela, 13 grudnia 2009, mendoxes
poleć znajomemu » śledź komentarze (rss) »
Dodaj komentarz »
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog